Na pohybel życzeniom

Co rok to samo. Fałszywe życzenia „Wesołych świąt” i „Szczęśliwego, nowego roku”. Jakże nienawidzę tych konwenansów. Od dekad obrzydzenie budzą we mnie te wszystkie świąteczno-noworoczne umizgi, te zakłamane twarze, które wypowiadają słowa naładowane pozytywnym ładunkiem, ale jakże nieszczere w swej wymowie. Ludzie, którzy życzą „wszystkiego dobrego”, ale w sercu co najwyżej mają w dupie czy będzie to rok dla Ciebie szczęśliwy, czy też nie. Albo co gorsza, mówią jedno, a w myślach utopiliby Cię w łyżce wody. Życzą Ci „wszystkiego dobrego”, ale szykują festiwal brutalnej rzeczywistości, zapewne po to, żebyś poczuł tę „magię nowego roku”. Za kulisami swoich opasłych gabinetów, gdzieś w kuluarach swojego brudnego szamba knują, jakby Ci tu dowalić, co byś nie miał zbyt dobrze. Co by te fałszywie składane życzenia nigdy Ci się nie ziściły. Ohyda! Mdli mnie na sam dźwięk składanych życzeń i wprawiają mnie w coraz trudniej maskowane obrzydzenie. Cóż za wstrętni ludzie!